Dawno, dawno temu, a może całkiem niedaleko stąd, w ogrodzie pełnym złotego słońca, mieszkał mały duszek o imieniu Barnaby. Barnaby był mniejszy niż Twoja ulubiona filiżanka, miał skrzydełka jak listki wiązu i buty z prawdziwej wężowej skorki. Każdego ranka dbał o bratki i pomagał stokrotkom prostować płatki. Ale czy wiesz, co zdarzyło się pewnego słonecznego popołudnia?
Barnaby bawił się w chowanego z pszczołami tuż obok korzeni Wielkiej Wierzby. Wiesz, jak to jest, kiedy szukasz czegoś bardzo mocno? Wciskasz nos tam, gdzie nie trzeba! I nagle – Trach! Chrup! – pod stosem suchych liści Barnaby znalazł coś twardego i chłodnego. To był stary, miedziany kompas. Ale to nie był zwykły kompas, o nie! Zamiast igły wskisującej północ, w środku świeciło małe, zielone światełko. Tik-tak, tik-tak! – szeleścił kompas, a Barnaby poczuł, że jego serce bije w tym samym rytmie.
– Co to za czary? – szepnął Barnaby. Kiedy tylko dotknął szybki, na wieczku pojawiły się migoczące obrazy wielkich, ciemnych lasów i wysokich gór. Barnaby poczuł się nagle bardzo mały. „Zaraz, zaraz” – pomyślał. „Skoro ja mieszkam w ogrodzie, to skąd wzięły się te wszystkie opowieści?” Pobiegł więc do Babci Świerszczowej, która siedziała na liściu szczawiu i stroiła swoje skrzypce. Babcia uśmiechnęła się mądrze i powiedziała: „Och, mój drogi, ten kompas należał do twoich pradziadków. Oni nie zawsze spali w płatkach róż. Byli wielkimi podróżnikami! Przeszli przez Ciernisty Labirynt i Szepczące Mgły, żeby znaleźć ten bezpieczny dom”.
Barnaby nie mógł w to uwierzyć! Ruszył śladem zielonego światełka na sam skraj ogrodu. Musiał przejść przez gęste krzaki agrestu – Szur, szur! – które drapały go w skrzydełka. „Dam radę, jestem odważny jak moi bliscy!” – powtarzał sobie pod nosem. Krok za krokiem, listek za listkiem. Czuł zapach przygody i starej żywicy. W końcu kompas doprowadził go z powrotem do pnia Wierzby, gdzie na korze wyryte były te same znaki, co na kompasie. Barnaby przyłożył urządzenie do drzewa i… Pstryk!
Mała skrytka w korze otworzyła się, a ze środka wysypały się lśniące nasiona. To były Nasiona Wędrowca. Barnaby zrozumiał, że każdy kwiat w jego ogrodzie, każda szafranowa nitka i każda kępka mchu, zostały tu przyniesione przez jego rodzinę z bardzo daleka. To była ich historia, zapisana w płatkach i zapachach.
Barnaby poczuł się bardzo dumny. Wyjął ze swojej saszetki z żołędzia małą łopatkę i zasadził nowe nasiona tuż obok starej wierzby. „Teraz ja będę dopisywał naszą historię” – pomyślał, machając wesoło skrzydełkami. I tak oto, dzięki małemu kompasowi, Barnaby dowiedział się, że dom to nie tylko miejsce, w którym śpimy, ale długa i piękna droga, którą nasi bliscy przeszli specjalnie dla nas. A w ogrodzie zrobiło się jeszcze piękniej, bo każda nowa roślina szeptała teraz historyjkę o odwadze. I tak to wszystko potoczyło się w sam raz, prawda?