W wielkim, zielonym lesie mieszkał niedźwiadek Bramble. Bramble był bardzo puszysty i nosił wielki, ciepły szal w kolorze mchu i miodu. Szal robił „mięciut-mięciut”, gdy niedźwiadek go dotykał. Ale dzisiaj Bramble nie chciał tylko siedzieć i odpoczywać. Dzisiaj Bramble miał coś zupełnie nowego. Co to było? To były świecące buty do biegania! Sznurowadła robiły „pstryk”, a podeszwy miały w środku malutkie światełka.
Bramble tupnął prawą łapką – BUM! Buty zaświeciły na niebiesko. Bramble tupnął lewą łapką – BAM! Buty zaświeciły na żółto. „Ojej!” – zawołał niedźwiadek. „Teraz będę szybki jak wiatr!”. Czy ty też potrafisz tak tupnąć? Tup! Tup! Bramble chciał jak najszybciej dobiec do swoich przyjaciół na Wzgórze Przyjaźni. Zrobił wielki krok, potem drugi i... ruszył!
Śmigał przez dróżkę: SZYBKO, SZYBCIEJ, NAJSZYBCIEJ! „Ziuuu!” – gwizdało mu w uszach. Jego wielki szal powiewał za nim jak peleryna superbohatera. Buty migotały: mig-mig, mig-mig! Bramble czuł się jak mała gwiazdka na trawie. Ale nagle – STOP! Przed niedźwiadkiem pojawiła się rodzina mrówek. Maszerowały gęsiego przez ścieżkę: tupu-tap, tupu-tap. Bramble był tak szybki, że o mało ich nie potrącił!
„Ojejku, przepraszam mróweczki!” – powiedział Bramble i wyhamował. Jego buty zrobiły głośne „Puf!”. Niedźwiadek zrozumiał, że bycie szybkim jest fajne, ale bycie uważnym jest jeszcze ważniejsze. Zaczekał grzecznie, aż wszystkie mrówki przejdą, a potem ruszył dalej, ale tym razem trochę ostrożniej. Przeskoczył przez śliski mech – HOP! Ominął małą kałużę – CHLAP!
Już prawie był na miejscu. Widział już uszy zajączka Lulu i puszysty ogon wiewiórki Pip. „Bramble idzie! I jak on świeci!” – wołały zwierzątka. Niedźwiadek wbiegł na samą górę, a jego buty zrobiły ostatnie, wielkie BŁYSK! Bramble był bardzo zmęczony, ale i bardzo szczęśliwy. „Udało się!” – sapnął radośnie.
Przyjaciele przytulili się mocno do miękkiego szala niedźwiadka. Bramble wiedział już, że nowe buty są wspaniałe, bo dzięki nim mógł szybciej uściskać swoich kolegów. Słońce powoli kładło się spać, a buty Bramble’a mrugały cichutko w trawie: mrug, mrug, mrug. I tak właśnie, w blasku światełek i ciepłego szala, skończył się ten piękny, biegowy dzień.