Wróć do opowieści
Lisek ninja Cinder w granatowej masce ratuje gwiazdy ze srebrnego strumienia.

Cinder: Mały Ninja i Gwiazdy

Odkryj magiczną opowieść „Cinder: Mały Ninja i Gwiazdy”, w której dzielny lisek musi uratować nocne niebo. Ta nastrojowa dobranocka to piękna lekcja odwagi, sprytu oraz troski o spokój i sen najbliższej rodziny.

👨‍👩‍👧‍👦Rodzina🌙Pora snu
7 min czytania726 słów9+ lat

Chcesz posłuchać tej opowieści?

Pobierz aplikację ReadFluffy i ciesz się wersjami audio wszystkich naszych opowieści — idealne na dobranoc!

Wiesz, jak to jest, kiedy zbliża się pora snu? Cały świat powoli nabiera głębokiego, niebieskiego koloru, cienie wydłużają się jak guma do żucia, a słońce chowa się za horyzont, by ułożyć się do drzemki. Właśnie wtedy w Szepczącym Lesie rozpoczyna się Wielkie Uciszenie. Ale tej nocy coś było nie tak. Cinder, mały lisek o futerku w kolorze jesiennego ogniska, poczuł to jako pierwszy. Nie był to jednak zwykły lisek. O nie! Cinder był strażnikiem. Zanim wyszedł z nory, starannie naciągnął na pyszczek swoją granatową maskę ninja. Poprawił drewniany miecz treningowy wetknięty za pas z plecionej trawy i sprawdził, czy jego skórzana torba na przekąski jest pusta – bo nikt nie wie, kiedy przyjdzie pora na zbieranie skarbów.

Wyjrzał z nory i aż sapnął z wrażenia. Niebo było czarne jak odwrócona miska z atramentem. Ani jednej iskierki. Ani jednego błysku. Gdzie podziały się gwiazdy? Okazało się, że psotny wiatr, taki, który nie potrafi usiedzieć w miejscu, dmuchnął za mocno. Gwiazdy, zamiast trzymać się mocno aksamitnego nieba, po prostu… chlup! Spadły prosto do Srebrnego Strumienia. Bez ich kojącego blasku rodzina Vindera nie mogła zasnąć. Mama Fox kręciła się z boku na bok, Tata Fox wzdychał ciężko, a rodzeństwo liska piszczało cicho przez sen. Cinder wiedział, że misja odpoczynku zależy tylko od niego. „Spokojnie”, szepnął do siebie, muskając palcem białą gwiazdkę na swojej łapce, która zaczęła delikatnie pulsować. „Ninja nie boi się ciemności. Ninja naprawia niebo”.

Ruszył przez las, stąpając miękko na swoich czarnych „skarpetkach”. Szepczący Las rzeczywiście szeptał, ale dziś te głosy były niespokojne. Cinder dotarł do brzegów Srebrnego Strumienia i aż przetarł oczy. Woda nie była już ciemna – mieniła się milionem świateł! Gwiazdy wpadły do wody i, o dziwo, wcale nie zgasły. Pływały tam, nurkowały i goniły się z rybami, wydając przy tym cichy dźwięk: Tyn-tyry-lyn!. To była gwiezdna kołysanka, ale stłumiona przez plusk fal.

Pierwszym wyzwaniem były śliskie kamienie. Plask! Chlap!. Cinder musiał wykazać się niezwykłą zręcznością. Musiał poruszać się cicho, by nie obudzić Zrzędliwych Ropuch Kamykowych, które nienawidziły, gdy ktoś przerywa im wieczorne medytacje. Skok na mokry głaz, piruet w powietrzu i… Sup!. Użył swojego drewnianego miecza jak wędki, delikatnie zagarniając pierwszą gwiazdkę. Była ciepła i łaskotała w łapki. Włożył ją do torby, a potem kolejną i kolejną. Ale gwiazdy w wodzie są bardzo śliskie! „Czekajcie!”, szepnął Cinder, gdy jedna z nich przemknęła mu między pazurkami.

Nagle nad jego głową załopotały wielkie skrzydła. To był Księżycowy Czapla, stary ptak o srebrnych piórach, który właśnie szykował się do polowania. „Widzę, że łowisz wyjątkowo świecące ryby, mały lisku”, zakrakał Heron, przymierzając się do dziobnięcia jednej z gwiazd. Cinder serce podeszło do gardła. „To nie ryby, Panie Czaplo!”, zawołał, stając dumnie i kładąc łapkę na rękojeści miecza. „To światło dla moich bliskich. Jeśli je zjesz, niebo zostanie puste, a las nigdy nie zazna spokoju”. Czapla przechylił głowę, patrząc na małego ninja w masce. Cinder nie walczył – on tłumaczył. Opowiadał o mamie, która nie może zasnąć, i o tacie, który potrzebuje blasku gwiazd, by śnić o bezpiecznym lesie. Jego słowa były celniejsze niż jakikolwiek cios. Stary ptak westchnął, pokiwał głową i pomógł Cinderowi wyłowić ostatnie trzy gwiazdki, które zaplątały się w szuwarach.

Torba Cindera pęczniała od płynnego światła. Czuł, jak jego własne łapki stają się ciężkie, a powieki same opadają pod wpływem gwiezdnego mruczenia. Ale misja nie była skończona! Gwiazdy w torbie nie świeciły tak, jak powinny. One potrzebowały wysokości. Cinder pobiegł w stronę Starego Dębu Startowego – najwyższego drzewa w okolicy, którego gałęzie zdawały się drapać chmury.

To był najważniejszy moment. Wdech, wydech. Cinder wspiął się na sam szczyt. Czuł na pyszczku rześki, nocny wiatr. Wyciągnął pierwszą gwiazdę i z okrzykiem „Kiai!” wyrzucił ją wysoko w górę. Tingle-plop!. Gwiazda przykleiła się do nieba jak magnes. Potem druga, trzecia, dziesiąta… Cinder wirował na gałęzi, rzucając światłem we wszystkich kierunkach, aż całe niebo znów wypełniło się złotym mruganiem.

Gdy wrócił do nory, w środku panowała już błoga cisza. Blask gwiazd przesączał się przez wejście, malując na ścianach bezpieczne wzory. Mama Fox spała głęboko, a jej ogon delikatnie otulał mniejsze liska. Cinder zdjął swoją granatową maskę, odłożył drewniany miecz i poczuł, jak duma miesza się z ogromnym zmęczeniem. Był małym ninja, strażnikiem rodziny, ale teraz był po prostu sennym liskim. Zwinął się w kłębek obok mamy, wtulił nos w swoje miękkie futerko i zasnął, wiedząc, że wszystko jest znów na swoim miejscu. I tak to się właśnie potoczyło – zupełnie tak, jak powinno.

Podobała Ci się ta opowieść?

Pobierz aplikację ReadFluffy i twórz spersonalizowane opowieści dla swojego dziecka.