Srebrzysty las migotał w świetle księżyca. Trixi i mały słoń Oto szli cichutko po mchu. Oto miał na sobie niebieską piżamkę i mocno przytulał swojego pluszowego słonika. Szukali miejsca na drzemkę. Nagle usłyszeli dziwne brzdęk, brzdęk dochodzące zza krzaka. Trixi nastawiła swoje czarne uszy i pomachała ogonem z białą końcówką.
Zza krzaka wystawał mały, metalowy ludzik. To był robot o imieniu Błysk. Siedział sztywno na pniu, a jego oczy migały jasnym, żółtym światłem. Oto schował się za Trixi, bo Błysk cały się trząsł i machał rękami. Robot zapomniał, jak się odpoczywa. Musimy nauczyć go ziewać, powiedziała Trixi.
Trixi wyciągnęła przednie łapy i zrobiła wielki przeciągacz. Potem otworzyła pyszczek i głośno ziewnęła. Najpierw się przeciągamy, potem oddychamy, a na końcu odpoczywamy, powiedziała. Błysk spróbował ją naśladować, ale jego trybiki tylko głośno klikały. Klik-klak, klik-klak! Robot wciąż był zbyt sztywny i szybki, by poczuć miłą, wieczorną senność.
Teraz kolej na Oto. Mały słoń przytulił mocno swoją maskotkę i zaczął powoli nabierać powietrza. Jego brzuch unosił się i opadał, jak miękka chmura. Błysk patrzył uważnie. Też spróbował oddychać bardzo powoli. Wtedy jego żółte oczy zmieniły kolor na spokojny, pomarańczowy. Poczuł, że jego metalowe nogi robią się ciężkie.
Trixi i Oto zaczęli cichutko mruczeć kołysankę. Najpierw się przeciągamy, potem oddychamy, a na końcu odpoczywamy, powtórzyli razem. Błysk otworzył szeroko buzię i wydał z siebie długi, rdzawy dźwięk. To było wielkie, robotowe ziewnięcie! Jego trybiki przestały klikać. Błysk oparł się o mszysty pień i poczuł, że czas na sen.
Srebrne liście kołysały się nad ich głowami. Trixi położyła się obok Błyska, a Oto wtulił się w ich ciepłe boki. Oczy robota świeciły teraz łagodnym, niebieskim światłem. W całym lesie zrobiło się bardzo cicho. Wszyscy zamknęli oczy, gotowi na piękne sny. To był naprawdę dobry wieczór w srebrzystym lesie.