Wróć do opowieści
Różowy Fluffy stoi przy wielkiej tamie bobrów w gęstym, zielonym lesie.

Fluffy i Szepcząca Brama

Dołącz do pasjonującej wyprawy małego, różowego bohatera w opowieści Fluffy i Szepcząca Brama. Poznaj tę wzruszającą bajkę o naturze, w której spryt i współpraca z rodziną bobrów pomagają przywrócić życie wysychającemu strumykowi.

🌍Środowisko🌿Natura
9 min czytania857 słów9+ lat

Chcesz posłuchać tej opowieści?

Pobierz aplikację ReadFluffy i ciesz się wersjami audio wszystkich naszych opowieści — idealne na dobranoc!

Czy słyszeliście kiedyś ciszę, która boli w uszy? Nie taką miłą ciszę, kiedy zasypiacie pod ciepłą kołdrą, ale taką nagłą, dziwną, jakby świat na chwilę wstrzymał oddech. Właśnie to poczuł Fluffy. Nasz mały, różowy przyjaciel o futerku miękkim jak wata cukrowa siedział właśnie na swoim ulubionym kamieniu nad lśniącym potokiem Glimmer Creek. Fluffy, jak zapewne pamiętacie, jest kłębkiem czystej radości, a jego wielkie, mchowe oczy zawsze szukają czegoś ciekawego. Tego ranka poprawił swój pastelowy szalik i czekał na koncert.

Zazwyczaj Glimmer Creek śpiewał najpiękniejszą piosenkę świata. „Bul-bul, plusk-plusk, sziuuu!” – woda tańczyła między kamieniami, opowiadając dowcipy rybom. Ale dzisiaj? Dzisiaj potok zamilkł. Woda, zamiast pędzić radosnym nurtem, zamieniła się w smutną, nieruchomą kałużę pełną błota. Fluffy przechylił swoją okrągłą główkę. „Gdzie podziała się muzyka?” – zapytał na głos, a jego serce zabiło trochę szybciej. Wiedział jedno: jeśli strumyk przestaje śpiewać, to znaczy, że las ma kłopoty. A Fluffy nie był kimś, kto siedzi z założonymi łapkami, kiedy przyjaciele milczą.

Ruszył pod górę strumienia. Jego małe nóżki sprężyście odbijały się od mchu. „Hop! Hop! Hop!” – podskakiwał, omijając wystające korzenie olch. Po drodze spotkał Śliskiego Sama, pstrąga, który wystawił głowę z płytkiej kałuży. „Fluffy! Pomocy!” – zawołał Sam, poruszając nerwowo skrzelami. „Woda ucieka, a ja czuję się, jakbym próbował pływać w gęstym kisielu!”. Fluffy pogłaskał pstrąga po płetwie swoim miękkim futerkiem. „Obiecuję, że znajdę piosenkę strumyka, Samie. Wytrzymaj!” – odpowiedział z determinacją, choć sam nie wiedział jeszcze, z czym przyjdzie mu się zmierzyć.

Im wyżej wchodził, tym las stawał się gęstszy i mroczniejszy. W pewnym momencie usłyszał dziwne dźwięki. „Chaps! Chrup! Skroba-skrob!”. To nie brzmiało jak piosenka wody. To brzmiało jak… budowa! I rzeczywiście, za zakrętem Fluffy zobaczył coś niesamowitego. Gigantyczna konstrukcja z pni, gałęzi i błota grodziła całą szerokość koryta. Była tak wysoka, że Fluffy musiał mocno zadrzeć głowę, aż jego pastelowy szalik niemal zsunął się z szyi. Na szczycie tej góry drewna uwijały się trzy postacie z płaskimi ogonami. Rodzina bobrów.

Największy z nich, Barnaby, wyglądał na strasznie zdenerwowanego. Jego wąsy drżały, a w łapkach ściskał ogromną kłodę. „Szybciej, Beatrice! Boffin, dołóż więcej mułu! Wielka Susza nadchodzi! Musimy zatrzymać każdą kroplę!” – krzyczał Barnaby, a jego oczy biegały we wszystkie strony. Fluffy poczuł ukłucie smutku. Zrozumiał, że bobry nie chciały zrobić nic złego. One po prostu potwornie się bały. Strach sprawił, że przestały myśleć o kimkolwiek innym poza sobą. Stały się strażnikami skarbu, który nie należał tylko do nich.

„Dzień dobry!” – zawołał Fluffy swoim najbardziej radosnym głosem, choć w głębi duszy był nieco onieśmielony. Barnaby niemal spadł z tamy z zaskoczenia. „Kto to? Co to? Coś różowego?” – mruknął pod nosem. Fluffy wspiął się na najbliższy pień, uważając, by nie ubrudzić swojego różowego futerka. „Nazywam się Fluffy i przyszedłem prosić o trochę muzyki. Widzicie, tam na dole, w dolinie, kwiaty więdną, a Śliski Sam nie ma jak pływać. Wasza tama zabrała piosenkę całemu lasowi”.

Beatrice, żona Barnaby’ego, zatrzymała się i spojrzała w dół. „Wielka Susza, mały przyjacielu. Musimy chronić nasze dzieci” – powiedziała łagodnie, ale jej głos był smutny. Mały Boffin, najmłodszy z bobrów, przestał żuć patyk i spojrzał na Fluffy’ego z zaciekawieniem. Fluffy zrozumiał, że musi pokazać im coś, czego nie widzą zza swojej wysokiej ściany. Rozwiązał swój pastelowy, błękitno-żółty szalik. „Patrzcie” – powiedział. „Ten szalik jest miękki i piękny tylko wtedy, gdy swobodnie powiewa na wietrze. Jeśli zwiążę go w twardy supeł, nikogo nie ogrzeje. Z wodą jest tak samo. Jeśli ją zamkniecie, ona zwiędnie razem z lasem”.

Fluffy zaproponował plan. „A gdybyśmy zbudowali 'Szepczącą Bramę'? Wasz dom będzie bezpieczny, ale woda będzie mogła przez niego śpiewać”. Bobry spojrzały po sobie. Barnaby podrapał się po głowie. „Szepcząca Brama? Brzmi jak coś… konstrukcyjnego. Ale jak to zrobić?”. I wtedy zaczęła się wielka przygoda. Fluffy, choć malutki, stał się głównym inżynierem. Używał swojego szalika jako taśmy mierniczej, pokazując bobrom, gdzie zostawić luki. „Tutaj! „Hej-hop!” – wołał, a Barnaby przesuwał ciężkie pnie. „I tu, mała szparka dla piosenki! Bum! Trach! Plusk!”. Boffin śmiał się, upychając mech tylko tam, gdzie było to konieczne.

Praca była ciężka. Fluffy był cały utytłany w błocie, jego różowe futerko stało się trochę szare, ale w mchowych oczach lśniły iskry dumy. Nagle, spod dolnej kłody, wypłynął wąski, srebrny strumień. Potem drugi i trzeci. „Słyszycie?” – szepnął Fluffy. To był cichy pomruk, który szybko zmienił się w radosne „Gurgle-gurgle!”. Woda zaczęła przepływać przez tamę, ale jej poziom w bajorku bobrów wciąż pozostawał bezpiecznie wysoki. Barnaby zobaczył, że nie musi gromadzić wszystkiego, by mieć wystarczająco dużo. Strach, który ściskał jego serce, puścił tak samo jak zator w rzece.

Kiedy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, Glimmer Creek znów śpiewał pełnym głosem. Fluffy stał na brzegu z rodziną bobrów, patrząc, jak świetliki zaczynają swój taniec nad odrodzonym nurtem. Beatrice podała mu Silver Stick of Friendship – srebrzysty patyk wygładzony przez wodę. „Dziękujemy, mały inżynierze. Przypomniałeś nam, że las to jeden wielki dom, a my jesteśmy tylko jego częścią”. Fluffy uśmiechnął się, poprawił swój lekko zabłocony szalik i pomyślał, że to był najlepszy dzień w jego życiu. Bo wiecie, największe przygody wcale nie wymagają bycia wielkim – wystarczy mieć wielkie serce i uszy otwarte na piosenkę świata. I tak oto, dzięki małemu, różowemu przyjacielowi, harmonia wróciła do doliny, a strumyk śpiewał głośniej niż kiedykolwiek wcześniej.

Podobała Ci się ta opowieść?

Pobierz aplikację ReadFluffy i twórz spersonalizowane opowieści dla swojego dziecka.