Dawno, dawno temu, a może całkiem niedaleko stąd, bo tuż za rogiem Drogi Mlecznej, żył sobie pewien niezwykły uczeń. Miał na imię Rex i był małym tyranozaurem o wielkim sercu. Rex nie był jednak groźnym dinozaurem z obrazków. O nie! Nosił milutki sweter w niebiesko-żółte paski i gigantyczne, jaskrawoczerwone trampki z białymi sznurówkami, które ciągnęły się za nim jak długie makarony. Każdy jego krok to było wesołe „Pif-paf-skrzyp!”, bo buty te uwielbiały informować cały świat o tym, że Rex właśnie nadchodzi.
Tego dnia w Dino-Szkole panowało ogromne poruszenie. Czy wiesz, dlaczego? Klasa Rexa wybierała się na wycieczkę na Marsa! I to nie byle jaką, bo na lekcję plastyki. Rex uwielbiał rysować. Miał swój ukochany piórnik pełen magicznych kredek z gwiezdnego pyłu. Ale — ojoj! — kiedy Rex próbował zawiązać swoje ogromne sznurówki na osiemnaście supełków, tak się spieszył, że zostawił piórnik na szafce w przedpokoju. „Bum! Tup! Hop!” – Rex wskoczył do szkolnego autobusu, którym był Barnaba, wielki, świecący wieloryb kosmiczny. Barnaba machnął ogonem, wypuścił z grzbietu chmurę brokatu („Ziuuu!”) i ruszyli w stronę czerwonej planety.
Kiedy byli już w połowie drogi, w pobliżu Pasa Asteroid, Rex poczuł małe ukłucie w brzuchu. Sięgnął do plecaka, by przygotować kredki, ale... pustka! „O nie! Mój piórnik!” – zawołał, a jego ogon opadł smutno na podłogę wieloryba. Wyobrażacie sobie to uczucie? To tak, jakbyście poszli na lody i zapomnieli wziąć wafla! Rex spojrzał na swoje krótkie łapki. Wiedział, że nie dosięgnie piórnika, który został miliony kilometrów stąd. Na szczęście pan Profesor Pterryt, mądry pterodaktyl w okularach, zauważył, co się dzieje. „Rexie, spokojnie! Spójrz przez okno!” – zawołał.
Okazało się, że piórnik Rexa wcale nie został w domu! Dzięki magicznemu przyciąganiu, piórnik wyleciał przez śluzę stacji i teraz dryfował w pasie asteroid! Ale to nie był zwykły pas skał. To był Śpiewający Pas Asteroid. Każda skała, kiedy się jej dotknęło, wydawała dźwięk: „Bing!”, „Bong!”, „Tratata!”. Żeby odzyskać kredki, klasa musiała działać wspólnie. Rex czuł się trochę niepewnie. „Mam krótkie rączki, jak ja złapię piórnik?” – zapytał cicho Srebrnego Ślimaka Gwiezdnego, który powoli pełzł po szybie wieloryba.
„Małe łapki to nie problem, gdy ma się wielkich przyjaciół” – szepnął Ślimak. I tak się stało! Każdy uczeń zdjął swój długi, wełniany szalik. Dinozaury powiązały szaliki jeden do drugiego, tworząc najdłuższą linę we wszechświecie. Rex, dzięki swemu silnemu ogonowi, sterował końcem liny, balansując w stanie nieważkości. „Liku-stuku! Plum!” – lina śmigała między grającymi asteroidami. W końcu, kiedy piórnik niemal wpadł w wir pyłu, Rex krzyknął: „Teraz!”. Koledzy i koleżanki pociągnęli mocno, a piórnik wylądował prosto w ramionach Rexa.
Kiedy w końcu dotarli na Marsa, niebo miało kolor różowej lemoniady. Rex usiadł na czerwonm piasku, otworzył swój odzyskany piórnik i zamiast rysować tylko góry, narysował wszystkich swoich przyjaciół trzymających się za szaliki. Zrozumiał, że nawet największy dinozaur w najfajniejszych butach potrzebuje czasem pomocy – i że proszenie o nią to prawdziwa supermoc. I tak, z buzią brudną od marsjańskiego pyłu i sercem pełnym radości, Rex zakończył najpiękniejszą lekcję plastyki w galaktyce. A jego czerwone buty? Skrzypiały cicho „Dzię-ku-ję!”, kiedy słońce chowało się za horyzontem.