Mały smok Zog kochał biegać po Szumiącej Łące, ale marzył o lataniu. Jego skrzydełka były bardzo malutkie i różowe. Kiedy nimi machał, wcale nie unosił się w górę. Jednak pewnego dnia, podczas biegu, Zog zaczął machać skrzydłami. Nagle poczuł, że jego stopy ledwo dotykają trawy. Śmignął do przodu jak zielona błyskawica!
Zog postanowił zostać najszybszym listonoszem. Założył swoją brązową torbę i pobiegł do wiewiórki Skoczki. Skoczka była bardzo zdenerwowana. „Zogu, proszę, dostarcz to zaproszenie na przyjęcie!” – zawołała. Zog uśmiechnął się szeroko. Rozłożył skrzydełka i ruszył z głośnym: „Zum! Zip! Zing!”. Pędził tak szybko, że wiatr rozwiewał mu uszy.
Nagle zawiał silny, psotny wiatr. Porwał lśniące koperty z torby Zoga i rozrzucił je po całym lesie! Jedna utknęła wysoko na gałęzi, a druga wpadła w kolczaste krzaki. Zog zatrzymał się i spojrzał w górę. Był smutny, bo bał się, że nie zdąży. Czy nasz dzielny smok da sobie radę?
Zog wziął głęboki oddech. Musiał użyć swojej nowej sztuczki! Zaczął biec w kółko, machając skrzydełkami coraz mocniej i mocniej. „Zum! Zip! Zing!”. Dzięki skrzydełkom stał się lekki jak piórko. Odbił się od ziemi, zręcznie omijał kolce i chwytał listy w locie. Jeden po drugim, wszystkie wróciły do torby!
Na drodze spotkał żółwia Dreptusia. Dreptuś patrzył z podziwem, jak Zog mknie obok niego. „Ojej, ale ty jesteś szybki!” – zawołał żółw i zaczął klaskać. Zog był z siebie bardzo dumny. Czuł, że jego serce bije radośnie. Wiedział, że przyjaciele czekają na swoje wiadomości, więc nie tracił ani chwili.
Zog dostarczył ostatni list dokładnie wtedy, gdy zaczynało się przyjęcie. Wszyscy bili brawo! Zog usiadł na trawie, sapiąc ze szczęścia. Zrozumiał, że nawet małe skrzydła mogą robić wielkie rzeczy, jeśli ma się szybkie nogi i dobre serce. Słońce zachodziło, a nasz mały listonosz uśmiechał się od ucha do ucha.