Dawno, dawno temu, a może całkiem niedawno, w starym gospodarstwie mieszkała dziewczynka o imieniu Zoe. Miała ona włosy jasne jak dmuchawce i zawsze nosiła swoje ulubione ogrodniczki. Pewnego dnia, kiedy słońce chowało się już za płotem, Zoe wspięła się po skrzypiących schodach na samą górę, na strych. I co tam znalazła? Zakurzone, mosiężne łóżko, które lśniło cichutko w blasku księżyca.
Zoe wskoczyła na materac, a łóżko odpowiedziało wesołym: „Ping!”. Czy słyszysz ten dźwięk? To był sygnał do niezwykłej podróży. Nagle ściany strychu zaczęły znikać, a mosiężne ramy stały się cieplutkie. „Fiuuu!” – powiał lekki wietrzyk i nagle Zoe nie była już w domu, ale wysoko, wysoko w chmurach! Cały świat dookoła był zrobiony z białej, miękkiej waty cukrowej.
Na środku wielkiej, puszystej chmury stał rycerz o imieniu Sir Wobblewhoop. Ale to nie był taki zwykły rycerz. Jego zbroja wcale nie była twarda, tylko... gumowa i strasznie głośno piszczała przy każdym kroku: „Piiip, piiip!”. Sir Wobblewhoop był bardzo smutny. „Ojej, Zoe!” – zawołał. „Psotny Północny Wiatr ukradł moją Tarczę Miękkości! Bez niej chmury stają się twarde jak kamienie i dzieciom nie będzie się dobrze spało”.
Zoe, chociaż była mała, wcale się nie bała. Wiedziała, co robić! Wyjęła ze swojej kieszeni żółtą chusteczkę, którą zawsze nosiła na farmie. „Patrz, rycerzu!” – powiedziała. Zaczęła machać chusteczką tak delikatnie, jakby głaskała kotka. Kiedy Północny Wiatr to zobaczył, przestał gwizdać i huczeć. Zaciekawił się tą miękką tkaniną. „Szszsz...” – uspokoił się wiatr, a Zoe podarowała mu chusteczkę, żeby mógł się do niej przytulić.
Wietrzyk był tak szczęśliwy, że oddał Tarczę Miękkości. Sir Wobblewhoop podskoczył z radości – „Bum! Pow!” – i uściskał Zoe. „Jesteś najdzielniejszą dziewczynką w całym Królestwie Chmur!” – ogłosił i mianował ją „Damą Zoe od Snu”. Wszystkie chmury znów stały się puszyste i idealne do spania.
Zoe poczuła, że jej oczy stają się bardzo ciężkie. Ziewnęła mocno: „Aaaa-uuu”. Położyła się na mosiężnym łóżku, a ono delikatnie, jak kołyska, sprowadziło ją na dół, prosto do jej przytulnego pokoju. Kiedy rano otworzyła oczy, słońce znów zaglądało przez okno. Zoe uśmiechnęła się, bo wiedziała, że nawet mała dziewczynka w ogrodniczkach może zostać wielką bohaterką. I tak właśnie skończyła się ta podniebna przygoda, a sen był najsłodszy na świecie.